Biegnę, żeby Bartek mógł biegać.

Opublikowane: środa, 31 Sierpień, 2016 Autor: Damian Orzechowski
Dokonywanie wyborów i obieranie sobie celów stanowi nieodłączną część naszego życia. To, jakie decyzje podejmiemy, w dużej mierze kształtuje to jak żyjemy i czy jesteśmy szczęśliwi. Jedno jest pewne, każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje i daje szansę na zdobycie doświadczenia. 
Cztery lata temu, postanowiłem, że zacznę biegać, a za pierwszy „poważny” cel postawiłem sobie pokonanie trasy półmaratonu. Cztery lata temu, postanowiliśmy z Karoliną, że założymy akcję „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”, a ta decyzja wywróciła nasze życie do góry nogami. I trzeba przyznać, że oglądanie świata z tej perspektywy, jest niesamowite. 
Trochę przypadkiem stało się tak, że razem z Bartkiem stawialiśmy pierwsze kroki w mniej więcej tym samym czasie. Bartek pierwsze w swoim życiu, a ja pierwsze w bieganiu. Gdy sobie przypomnę jego pierwszą protezę i to jak się męczył, żeby zacząć chodzić, to szczerze łzy cisną mi się do oczu i wściekam się, że dopuściliśmy do czegoś takiego (pierwsza proteza Bartka była źle dobrana, ciężka i tak naprawdę mogła mu zrobić jeszcze większą krzywdę. Zmieniliśmy ją po kilku tygodniach.). Z drugiej strony pamiętam też, jego determinację i naszą radość z pierwszych, pokonanych samodzielnie, kilku metrów. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. 
Ale też nikt nie mówił „to niemożliwe”.
Jeżeli to czytasz, zatrzymaj się na chwilę. Spróbuj sobie wyobrazić, ile znaczyło (i dalej znaczy) dla nas hasło na naszych koszulkach – Biegnę, żeby Bartek mógł biegać. Jak ważnym było to, że ktoś chciał taką koszulkę założyć i dodatkowo za to „zapłacić”. To była nasza nadzieja, nasz cel, który zaczął przybierać realne kształty. To nigdy nie były i nie będą puste słowa, zwykłe hasło z jednej z wielu akcji, a osoby, które zakładają Bartkowe koszulki, świadomie lub nie, zostawiają swój ślad w naszym życiu. 
Gdy z perspektywy czasu, patrzę na to moje bieganie, na różne etapy jakie przechodziłem – od pierwszych kroków i kilku kilometrów, przez zachłyśnięcie się „biegactwem” butami, zegarkami i innymi gadżetami, do momentu, gdzie dystans do biegania jest ważniejszy niż ten pokonany na własnych nogach, to przed oczami mam tak naprawdę jeden obraz. Biegnącego Bartka. 
fot. Skarżysko24.pl
Na dalszy plan schodzą wtedy treningi, zawody i selfie po biegu. Nie liczy się to, czy pokonałem dystans 10 czy 100 kilometrów. Liczy się tylko to, że Bartek już biega! Te wszystkie biegi, Bartkowe Koszulki, nasze grupowe spotkania przed każdym biegiem, nasza Drużyna – to naprawdę działa.
Nasze nieśmiałe marzenie, nasz cel, który wydawał się tak odległy, nawet nieco nierealny, to się dzieje już teraz. Dziś, chociaż mamy świadomość, że aby Bartek mógł normalnie funkcjonować przez całe swoje życie, dalej musimy zbierać dla niego pieniądze, jesteśmy spokojniejsi. Mamy dużo więcej siły i doświadczeń i wiemy też jak to wykorzystać. 
Efektem ubocznym naszej akcji jest to, że bieganie dla Bratka stało się tak naturalne i oczywiste, że chyba śmiało mogę nazwać to jego pasją. A skoro on może i chce biegać, to nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy urodził się Bartek, ciężko było nam sobie wyobrazić jego normalne funkcjonowanie, chodzenie, a o bieganiu chyba nawet nie myśleliśmy…To tylko świadczy o tym, jak ograniczoną wyobraźnię mieliśmy kilka lat temu.
2 Komentarzy 25 Odwiedzin

Zobacz również

Komentarze

Popularne posty

0